123

Uwaga! Ta wi­try­na wy­ko­rzy­stu­je pli­ki cook­ies w ce­lu umoż­li­wie­nia dzia­ła­nia nie­któ­rych fun­kcji ser­wi­su (np. zmia­ny ko­lo­ru tła, wy­glą­du in­ter­fej­su, itp.) oraz w ce­lu zli­cza­nia li­czby od­wie­dzin. Wię­cej in­for­ma­cji znaj­dziesz w Po­li­ty­ce pry­wat­no­ści. Ak­tual­nie Two­ja przeg­lą­dar­ka ma wy­łą­czo­ną ob­słu­gę pli­ków co­o­kies dla tej wi­try­ny. Ten ko­mu­ni­kat bę­dzie wy­świet­la­ny, do­pó­ki nie za­ak­cep­tu­jesz pli­ków cook­ies dla tej wi­try­ny w swo­jej przeg­lą­dar­ce. Kliknięcie ikony * (w pra­wym gór­nym na­ro­żni­ku stro­ny) ozna­cza, że ak­ce­ptu­jesz pli­ki cookies na tej stro­nie. Ro­zu­miem, ak­cep­tu­ję pli­ki cook­ies!
*
:
/
G
o
[
]
Z
U

Środa – 29.06.11

Zgodnie z rozkładem lotów wylot jest zaplanowany na środę 29.06.2011 roku o godz. 13.40. Lecimy z lotniska F. Chopina w Warszawie.

Marek dojechał na lotnisko z Gdyni, a Piotr z Warszawy. Pozostali niestety rozpoczęli podróż już poprzedniego dnia. Czas podróży z Koszalina do Warszawy będzie chyba porównywalny do czasu podróży z Warszawy do Nairobi.

Odprawę bagażową rozpoczęliśmy około godz. 11.00. W ubiegłym roku lecieliśmy innymi liniami i wtedy mieliśmy bagaże główne po 24 kg i podręczne – 12 kg. Tym razem lecimy Turkish Airlines i mamy bagaże główne 30 kg i podręczne – 8 kg. Ten podręczny mnie trochę martwił, bo mój sprzęt waży nieco więcej, a wymiary torby fotograficznej też nieco przekraczają dozwolone, ale na szczeście okazało się, że nasza waga domowa pokazywała trochę więcej niż waga lotniskowa, a koszyk na sprawdzanie wymiarów ma tolerancję, dzięki której z wymiarami również nie było żadnych problemów.

Z odprawy bagażowej poprzez kontrolę bezpieczeństwa i kontrolę paszportową trafiliśmy do poczekalni, gdzie właśnie siedzimy i w oczekiwaniu na podstawienie samolotu piszę tę relacje.

O – właśnie widzę przez okno, jak podjeżdża samolot – zrobiłem parę zdjęć:

 

Airbus A321 – nasz samolot do Stambułu.

– nie wiem jeszcze czy to nasz, ale zwijam laptopa. Nie wiem kiedy będzie dostęp do internetu. Więc na razie.

Wracam do relacji, bo zaczyna się dziać nieciekawie. Jest 13.35, planowany wylot 13.40, a samolotu nie ma :-(. W zasadzie już jest pewne opóźnienie, a w Stambule mamy godzinę na przesiadkę. Wygląda na to, że powtórzymy wariant z ubiegłego roku i tym razem zanocujemy w hotelu w Stambule.

Godzina 13.40 – właśnie mija godzina naszego planowanego odlotu – nadal czekamy.

Godzina 13.50 – okazuje się, że samolot który sfotografowałem – to jest nasz. Przyleciał opóźniony, musieli go przygotować do następnego lotu, stąd i nasz lot jest opóźniony. Ale wywołują pasażerów naszego lotu do bramki. Hm. Może jednak zdążymy na przesiadkę.

Godzina 14.45 – startujemy. Po chwili możemy oglądać panoramę Warszawy:

Panorama Warszawy podczas startu z lotniska F. Chopina.

X

Panorama Warszawy podczas startu z lotniska F. Chopina.

Jeszcze parę minut takich widoków i oczywiście chmury przykrywają wszystko co na dole:

 

 

Chmury widziane z okna samolotu.

Jesteśmy na wysokości 10 tys. metrów. Temperatura na zewnątrz –50 st. Celsjusza. O godz. piętnastej dostajemy posiłek. Cały zestaw obiadowy jest niesamowicie zminiaturyzowany. Danie główne (kurczak z ziemniakami) znajduje się w prostokątnym pojemniku wielkości może 12 (może 15) cm na 7-8 cm. Do tego miniaturowa sałatka (5 na 5 cm) i tej samej wielkości deser. I jeszcze pudełeczko z porcją masła, dżemu i kilkoma miniaturowymi herbatniczkami. Całość mieści się na tacce, tacka na rozkładanym stoliku, stolik przymocowany jest do poprzedzającego fotela. Tak – trzeba przyznać, że linie lotnicze potrafią optymalizować zużycie przestrzeni w samolocie :-).

Około godz. szesnastej układ chmur za oknem zmienił się. Kończy się stały ląd, wlatujemy nad Morze Czarne:

Chmury na pograniczu lądu i morza.

X

Chmury na pograniczu lądu i morza.

Chyba zbliżamy się do lądowania, bo samolot obniżył lot – teraz daje się zaobserwować jakieś szczegóły na lądzie i wodzie. Po chwili mijamy jakiś półwysep. Jak będę miał dostęp do Internetu, to sprawdzę co to za miejsce:

 

Półwysep ?

To bardzo wygodne rozwiązanie, że aparat fotograficzny zapisuje datę i godzinę zrobienia zdjęcia (oczywiście pod warunkiem, że ustawimy w aparacie właściwe dane :-) ). Wystarczy zrobić zdjęcie, a przebieg podróży łatwo potem odtworzyć. Jest 17.18 – jesteśmy nad Stambułem (w oryginale Istambul):

 

 

Stambuł. Turcja.

Mniej więcej 1400 km za nami, ale niestety – to nie jest dobry czas. Samolot do Nairobi startuje o godz. 18.15, a od godz. 17.15 już przyjmuje pasażerów, a my musimy jeszcze wylądować, poczekać na podpięcie rękawa, przejść przez odprawę paszportową i kontrolę bezpieczeństwa.

Godzina 17.29 – lądujemy na lotnisku im. Atatürka w Stambule. Chowam sprzęt i z niecierpliwością czekamy, na możliwość opuszczenia samolotu.

Zaraz za kontrolą paszportową, która odbyła się praktycznie w „locie” (urzędnik sprawdzał paszporty w rękawie podłączonym do samolotu) spotyka nas niespodzianka. Czeka na nas pracownik linii lotniczych i informuje, że pasażerowie do Nairobi mają się udać za nim. Jest dobrze! Podprowadza nas pod samą bramkę do naszego samolotu, ale to trochę trwa. Idziemy i idziemy. Trochę żałuję, że tak biegniemy, bo jest co pooglądać. Ale trudno, może w drodze powrotnej będzie więcej czasu.

W końcu jesteśmy na miejscu, ale tu się robi trochę gorzej. Ciekawski pracownik kontroli bezpieczeństwa – chyba fotoamator :-) – zainteresował się moim sprzętem. Ogląda, wypytuje, a co to, a co tamto, ogląda akumulatory. Pasażerowie za mną się niecierpliwią, pchają się na siebie, Krystynie gdzieś w tym bałaganie zagubili bilet, ja mam zdjęty pasek od spodni :-), torbę „rozebraną” na części pierwsze, hm... – w końcu chyba dociera do niego, że to nie sklep i z żalem puszcza mnie dalej :-). Martyna ma mój jeden aparat, ja resztę, Krystyna nie ma biletu, pasażerowie za nami pchają się na nas. W końcu bilet się znalazł, chwytamy co się da i biegiem do samolotu. Uff. Znalazłem swoje miejsce i sprawdzam sprzęt. No – na szczęście wszystko jest. Niestety, nie mam miejsca przy oknie. Wszyscy siedzimy w środkowym rzędzie Airbusa A300. Komputer pokładowy pokazuje godzinę 6.19 i odległość do celu – prawie 5 tys. kilometrów:

 

Informacje wyświetlane na ekranach monitorów w Airbusie A300.

Po chwili startujemy, trochę nami „rzuca” i cały czas słychać dość głośny szum silników:

 
Lot Airbusem A300.

Nabieramy prędkości i wysokości. Wg informacji wyświetlanych na monitorze lecimy z prędkością 860 km/h na wysokości 11 tys. metrów. Oczywiście po chwili dostajemy standardowe racje żywieniowe, napoje, itp., ale mimo wszystko jest dość nudno. Słońce zaszło (zrobiłem kilka zdjęć przez okienko w korytarzu):

 

Zachód słońca widziany z pokładu samolotu.

i zmęczenie zaczęło dawać się we znaki. Za przykładem innych trochę zdrzemnąłem się. Z tej części podróży relacji nie będzie :-).

Wylądowaliśmy na lotnisku w Nairobi grubo po północy. Ponieważ jest to mój drugi przylot do tego miasta wiedziałem już, że teraz czeka nas wypełnienie formularzy wizowych i odstanie kolejki po wizę (cena wizy nie zmieniła się – nadal jest to 25$). I ten etap podróży odbył się bez kłopotów. Ale zaraz potem okazało się, że nie ma Jacka plecaka. W pośpiechu podczas przeładunku bagaży w Stambule jednej palety z bagażami po prostu nie przepakowali. Cóż było robić – złożyliśmy reklamację i udaliśmy się do matatu, które przyjechało po nas ze schroniska.

W schronisku byliśmy koło godz. drugiej. Zajęliśmy w pośpiechu trzy pokoje i czym prędzej położyliśmy się spać.

Komentarze: pokaż komentarze (3)

Serwisy 3n

Logo Kombi
Logo Wirtualnej Galerii
Logo Internetowego Banku Fotografii
Logo Interpretera PostScriptu
Logo Projektora K3D