123

Uwaga! Ta wi­try­na wy­ko­rzy­stu­je pli­ki cook­ies w ce­lu umoż­li­wie­nia dzia­ła­nia nie­któ­rych fun­kcji ser­wi­su (np. zmia­ny ko­lo­ru tła, wy­glą­du in­ter­fej­su, itp.) oraz w ce­lu zli­cza­nia li­czby od­wie­dzin. Wię­cej in­for­ma­cji znaj­dziesz w Po­li­ty­ce pry­wat­no­ści. Ak­tual­nie Two­ja przeg­lą­dar­ka ma wy­łą­czo­ną ob­słu­gę pli­ków co­o­kies dla tej wi­try­ny. Ten ko­mu­ni­kat bę­dzie wy­świet­la­ny, do­pó­ki nie za­ak­cep­tu­jesz pli­ków cook­ies dla tej wi­try­ny w swo­jej przeg­lą­dar­ce. Kliknięcie ikony * (w pra­wym gór­nym na­ro­żni­ku stro­ny) ozna­cza, że ak­ce­ptu­jesz pli­ki cookies na tej stro­nie. Ro­zu­miem, ak­cep­tu­ję pli­ki cook­ies!
*
:
/
G
o
[
]
Z
U

Sobota – 02.07.11

O ósmej rano podjeżdża pod nasze schronisko samochód, który ma nas zawieźć do Kisasi. Oprócz kierowcy w samochodzie jest Victor i Cirus. Jesteśmy spakowani i przygotowani do wyjazdu. Ładujemy bagaże do samochodu. Nie jest zbyt luźno, a jeszcze mamy po drodze zabrać komputery i Jacka plecak. Ruszamy. Jedziemy na lotnisko. Victor, Marek i Jacek idą do hali przylotów zlokalizować plecak, a nasz kierowca usiłuje zaparkować samochód. Po chwili to się udaje i mamy kilkadziesiąt minut przerwy. Cirus prosi o zrobienie zdjęć:

 

Cirus.

Po dłuższej chwili okazuje się, że plecaka nie ma, bo zabrał go kierowca już poprzedniego dnia i miał odwieźć do schroniska. Tylko coś mu się adresy pomieszały i nie dowiózł :-). Ale – jest światełko w tunelu – mamy telefon do kierowcy. Jedziemy więc do Felixa po komputery i może uda się tam spotkać z kierowcą i odebrać plecak.

U Felixa sprawy się mają średnio. Jeśli chodzi o drukarki – to jest ok. Leżą zapakowane i czekają. Jeśli chodzi o komputery – to wszystkie trzy są włączone i instaluje się na nich oprogramowanie. Trzeba więc czekać, aż się zainstaluje do końca. Najgorzej wygląda sprawa modemów. Kupiliśmy pięć, z czego jeden pracuje. Pozostałe muszą być aktywowane. A jest sobota, Felix mówi, że może w poniedziałek aktywują (tzn. firma zajmująca się telefonią komórkową podłączy je do swojej sieci). Musimy jechać, a w Kisasi (jeśli modemy nie zostaną aktywowane) nie będziemy mieli żadnej pomocy (nie ma tam żadnego biura czy firmy zajmującej się telefonią komórkową). Za to sprawa Jacka plecaka się rozwiązała, kierowca dostarczył go nam na parking, na którym czekaliśmy na komputery. Nie mamy wyjścia, ładujemy sprzęt do samochodu i około jedenastej żegnamy się z Victorem i Cirusem i ruszamy.

Podróż do Kisasi minęła nam bez żadnych przygód w warunkach zdecydowanie lepszych niż w ubiegłym roku. Chyba nie zdecyduję się więcej na podróżowanie matatu „liniowym”. W czasie jazdy mogłem swobodnie robić zdjęcia przez okno, a nawet poprosić kierowcę o zwolnienie, jeśli za oknem było coś ciekawego:

 

 

 

Migawki z trasy do Kisasi. Kenia.

Na miejscu jesteśmy około 15.45 (przejechaliśmy około 250 km). Po wypakowaniu się, samochód odjechał, a nas przyjął Pan Kiema, który pokazał nam domek, w którym zamieszkamy:

 

Przed naszym domkiem w Kisasi. Kenia.

Domek jest własnością szkoły średniej dla chłopców i jest przygotowywany dla nowego pracownika szkoły. Ale ponieważ pracownik ten zamieszka w nim dopiero za jakiś czas, więc władze szkoły zdecydowały się użyczyć go nam na kilka dni. W domku są trzy pokoje, kuchnia i toaleta z prysznicem. Władze szkoły pomagają nam zainstalować się. Z pobliskiego internatu chłopcy przynoszą odpowiednią liczbę łóżek, materace, krzesełka. Zjawiają się też fachowcy od wody i elektryczności. Po chwili mamy wodę i prąd elektryczny.

Pan Kiema zaprasza nas do szkoły na obiad. Akurat w szkole jest jakaś uroczystość, są tu obecni przedstawiciele szkół, do których ma trafić przywieziona przez nas pomoc. Po obiedzie rozmawiamy z tymi przedstawicielami, rozmawiamy również z kuratorem oświaty obecnym na uroczystości. Rozmowy są kurtuazyjne, ale konkretne. My zostawiamy w szkołach sprzęt i przeszkolimy z każdej szkoły grupę nauczycieli, ale chcemy by przeszkoleni przez nas nauczyciele utrzymywali z nami przynajmniej przez rok stały kontakt e-mailowy oraz informowali nas o życiu szkoły i społeczności lokalnej. Potwierdzeniem tej współpracy będą pisemne umowy zawierające omówione wyżej warunki. Umawiamy się, że do wtorku dyrektorzy szkół wyznaczą grupy nauczycieli, którzy będą uczęszczali na szkolenia. Na zakończenie tych rozmów pan kurator wygłosił mowę „błogosławiącą” nas i nasze przedsięwzięcie. Mamy wszyscy nadzieję, że będzie to owocna współpraca.

Wracamy do zagospodarowywania się. Montujemy moskitiery, rozpakowujemy bagaże. Próbuję uruchomić nasz sprzęt komputerowy. Drugi modem rusza (mamy więc dwa działające, bo jeden działał od początku), pozostałe nie. Możemy więc od tej chwili pracować nad naszymi stronami, ale mamy sporo zaległości. Nie wiem, czy uda mi się relacjonować wydarzenia na bieżąco. Dużo się dzieje, zapowiada się dużo pracy (szkolenia) i trochę szkoda czasu na siedzenie przed komputerem, gdy można wyjść w busz :-). Zobaczymy.

Robi się ciemno. Ktoś wpadł na pomysł, by wyjść na schody przed dom. A tam:

 

Skorpion. Kisasi. Kenia.

Szybka sesja zdjęciowa, a potem – do domku i mocne postanowienie „nie zakładaj butów, póki nie sprawdzisz co jest w środku”.

Dobranoc :-).

Komentarze: skomentuj tę stronę

Serwisy 3n

Logo Kombi
Logo Wirtualnej Galerii
Logo Internetowego Banku Fotografii
Logo Interpretera PostScriptu
Logo Projektora K3D