123

Uwaga! Ta wi­try­na wy­ko­rzy­stu­je pli­ki cook­ies w ce­lu umoż­li­wie­nia dzia­ła­nia nie­któ­rych fun­kcji ser­wi­su (np. zmia­ny ko­lo­ru tła, wy­glą­du in­ter­fej­su, itp.) oraz w ce­lu zli­cza­nia li­czby od­wie­dzin. Wię­cej in­for­ma­cji znaj­dziesz w Po­li­ty­ce pry­wat­no­ści. Ak­tual­nie Two­ja przeg­lą­dar­ka ma wy­łą­czo­ną ob­słu­gę pli­ków co­o­kies dla tej wi­try­ny. Ten ko­mu­ni­kat bę­dzie wy­świet­la­ny, do­pó­ki nie za­ak­cep­tu­jesz pli­ków cook­ies dla tej wi­try­ny w swo­jej przeg­lą­dar­ce. Kliknięcie ikony * (w pra­wym gór­nym na­ro­żni­ku stro­ny) ozna­cza, że ak­ce­ptu­jesz pli­ki cookies na tej stro­nie. Ro­zu­miem, ak­cep­tu­ję pli­ki cook­ies!
*
:
/
G
o
[
]
Z
U

Niedziela – 03.07.11

Niedzielny poranek rozpoczynamy od mandazi. Co prawda miałem na nie ochotę już w sobotę, ale ponieważ dostaliśmy obiad w szkole, postanowiliśmy że tak ważne wydarzenie, jak spróbowanie pierwszy raz mandazi musi nastąpić na odpowiednio przygotowany (czyli pusty) żołądek :-).

Ceny w checkpoincie delikatnie poszły w górę względem ubiegłego roku. Mandazi kosztuje teraz 10 szylingów (w zeszłym roku kosztowało siedem), strong tea – 10 szylingów. Litrowa butelka wody zdrożała z 40 do 50 szylingów. Nie wiem jak innym, ale mi smak mandazi (zwłaszcza ciepłego – prosto z pieca) bardzo odpowiada. Piter (właściciel checkpointu) poznał nas oczywiście, a ponieważ Panie były bardzo ciekawe jak powstają mandazi – pozwolił nam zajrzeć do kuchni:

 

 

 

Tu powstają mandazi i kaimati. Kisasi. Kenia.

Z checkpointu idziemy do sklepu Daniela (dyrektora Primary Kisasi School). Mam z ubiegłego roku dużo zdjęć Daniela, jego żony i córek, dlatego wchodzimy do jego sklepu, żeby mu te zdjęcia wręczyć. Daniel wie, że przyjechaliśmy (mieliśmy z nim telefoniczny kontakt jeszcze z Polski) i przygotował się na nasze przyjście. Pamiętał, że w ubiegłym roku dużo czasu spędziłem w jego sklepie wybierając lessa dla Ewy i Martyny, postanowił więc obdarować nasze Panie właśnie lessami:

 

Ewa przymierza nowe lesso. Kisasi. Kenia.

 

Panie w nowych lessach. Kisasi. Kenia.

Od Daniela poszliśmy w kierunku kościoła, gdzie spędziliśmy kilka chwil:

 
W drodze do kościoła. Kisasi. Kenia.

Po wyjściu z kościoła otoczyła nas grupka dzieci. Dzieci pamiętały nas i chciały się przywitać, a potem oczywiście „mzungu – zrób mi zdjęcie” :-).

Myślę, że dziewczyny były trochę zaskoczone zastaną sytuacją. Tylu dzieci biegnących za nami chyba jednak się nie spodziewały. Ale szybko wzięły sprawy w swoje ręce i po chwili mieliśmy w Kisasi plac zabaw:

 
„Ojciec Wirgiliusz” w Kisasi. Kenia.

Zabawy te trwały dość długo, ale w końcu i dziewczyny i dzieci były już zmęczone.

Pożegnaliśmy się z dziećmi i poszliśmy na spacer kawałek za Kisasi. Tu można zobaczyć prawdziwą „klasyczną” afrykańską zabudowę. Domki z czerwonej, wypalanej na słońcu cegły kryte słomą lub blachą:

 

Wiejska zabudowa w Kisasi. Kenia.

Zawracamy. Po drodze mijamy grupki osób, które przyglądają się nam z ciekawością. Dorośli mijają nas z pozdrowieniami („jambo”, albo „habari”), dzieci zatrzymują się, pokazują palcami, proszą o zdjęcia:

 

Grupka dzieci za Kisasi. Kenia.

Wieczorem zabrałem się za rozgryzanie modemów. Nadal działają tylko dwa z pięciu. Opłata za korzystanie z połączenia internetowego polega na kupowaniu zdrapek i „ładowaniu” modemu tak, jak się doładowuje telefon komórkowy. Byłem ciekawy na ile wystarczy popularna tu zdrapka za 100 szylingów. Na początku wydawało się, że starczy na długo, ale to były pozory. Po przesłaniu na serwer relacji z pierwszego dnia 100 szylingów się skończyło :-). Załadowałem drugą zdrapkę i wszedłem na stronę firmy, która obsługuje te modemy. Okazało się, że są tu dwa rodzaje taryf: na ilość przesyłanych danych (ta taryfa jest domyślna) i na czas. Dla nas oczywiście dużo korzystniejsza jest ta na czas, bo doba połączenia kosztuje nas w tej taryfie 50 szylingów i nie ma przy tym znaczenia ile danych zostanie przesłanych. Tak więc przełączyłem modem na tę taryfę i teraz w zasadzie mamy stały dostęp do internetu. Nie zmienia to jednak faktu, że przygotowywanie relacji jest pracochłonne i nie mam już wieczorami sił, żeby nadgonić zaległości w dzienniku podróży.


Komentarze: pokaż komentarze (2)

Serwisy 3n

Logo Kombi
Logo Wirtualnej Galerii
Logo Internetowego Banku Fotografii
Logo Interpretera PostScriptu
Logo Projektora K3D