123

Uwaga! Ta wi­try­na wy­ko­rzy­stu­je pli­ki cook­ies w ce­lu umoż­li­wie­nia dzia­ła­nia nie­któ­rych fun­kcji ser­wi­su (np. zmia­ny ko­lo­ru tła, wy­glą­du in­ter­fej­su, itp.) oraz w ce­lu zli­cza­nia li­czby od­wie­dzin. Wię­cej in­for­ma­cji znaj­dziesz w Po­li­ty­ce pry­wat­no­ści. Ak­tual­nie Two­ja przeg­lą­dar­ka ma wy­łą­czo­ną ob­słu­gę pli­ków co­o­kies dla tej wi­try­ny. Ten ko­mu­ni­kat bę­dzie wy­świet­la­ny, do­pó­ki nie za­ak­cep­tu­jesz pli­ków cook­ies dla tej wi­try­ny w swo­jej przeg­lą­dar­ce. Kliknięcie ikony * (w pra­wym gór­nym na­ro­żni­ku stro­ny) ozna­cza, że ak­ce­ptu­jesz pli­ki cookies na tej stro­nie. Ro­zu­miem, ak­cep­tu­ję pli­ki cook­ies!
*
:
/
G
o
[
]
Z
U

Niedziela – 17.07.11

Wstajemy czterdzieści minut przed wschodem słońca. Chcemy wschód obejrzeć w Masai Mara. W ten sposób rozpoczynamy

Safari dzień czwarty – Rhino camp (dzień trzeci)

Wyruszamy zgodnie z planem. Bramę parku przekraczamy jeszcze po ciemku. Chwilę póżniej pierwsze promienie słońca wychodzą zza wzgórza:

Wschód słońca nad Masai Mara. Kenia.

X

Wschód słońca nad Masai Mara. Kenia.

Coś w tym roku mamy dużo szczęścia do lwów. Jeszcze słońce dobrze nie wstało, a my znowu trafiliśmy na całkiem spore stadko. Chyba szefem jest tu ten gość:

 

Lew w Masai Mara w świetle wstającego słońca. Kenia.

W miarę rozwidniania się, lwy zwiększają swoją aktywność. Zaczynają rozglądać się za jedzeniem.

 
Lwica w Masai Mara. Kenia.

Gdzieś z boku leżą szczątki gnu. Któryś z lwów podciąga je bliżej i zaczyna się uczta:

 
Lew i gnu. Masai Mara. Kenia.

 
Lew w Masai Mara. Kenia.

Ten poranek był zdominowany przez lwy i w zasadzie innych zwierząt dziś rano już nie oglądaliśmy. Około siódmej wróciliśmy do obozu na śniadanie. Po śniadaniu opuszczamy obóz Rhino Camp. Kierujemy się do miejscowości Kisii.

 

Odcinek Masai Mara – Kisii.

Teoretycznie powinniśmy wrócić prawie do Narok – do drogi B3 (patrz mapa wyżej), ale żeby było ciekawiej jedziemy na skróty. To jest trudny odcinek trasy prowadzący częściowo przez rezerwaty – górskimi, polnymi drogami. To źle, bo komfort jazdy jest fatalny, ale dobrze – bo widzimy wspaniałe górskie widoki i trafiamy na dzikie zwierzęta, które wzdłuż tras głównych (np. B3) są jednak wypłoszone przez jeżdżące samochody.

Około godz. 9.30 oddaliliśmy się już na tyle od Rhino Camp, że mogłem temu miejscu zrobić pożegnalną panoramę:

Mieszkaliśmy u stóp tych gór. Masai Mara. Kenia.

X

Mieszkaliśmy u stóp tych gór. Masai Mara. Kenia.

A przed nami słonie. Idą tak, że musimy się zatrzymać i je przepuścić:

 

 

Słonie na naszej drodze. Masai Mara. Kenia.

Wchodzą w sawannę i mogę je sfilmować przez otwarte okno:

 
Słonie na sawannie. Masai Mara. Kenia.

Około godz. 10.30 wjeżdżamy do Mara Triangle:

 

Brama wejściowa do Mara Triangle. Kenia.

Tu chwilę odpoczywamy i udaje mi się sfotografować kolorową jaszczurkę wylegującą się na wysuszonej czaszce gnu.

 

Jaszczurka przy bramie do Mara Triangle. Kenia.

Zaraz po przejechaniu bramy mijamy stadka zebr i gnu:

 

Stado gnu na sawannie. Masai Mara. Kenia.

I tak przez dziesiątki kilometrów: słonie, zebry, gnu, żyrafy – na zmianę :-). Około 11.30 znaleźliśmy się u podnóża gór, przez które musimy się przebić. Wspinamy się naszym terenowym samochodem w górę i w górę, a po bokach widzimy sawannę nakrapianą drzewkami (co właśnie w języku Masajów oznacza „Masai Mara”):

 

Góry na skraju Mara Triangle. Kenia.

W końcu jesteśmy na górze. Joe przyspiesza i około godziny trzynastej wjeżdżamy do Kisii, gdzie kontynuujemy

Safari dzień czwarty – Kisii

Kisii jest stolicą dystryktu Kisii zamieszkałego przez lud Gusii. Różne źródła podają różna liczbę mieszkańców – od 30 do 80 tys. Miasto leży około 70 km na południe od równika.

Po zakwaterowaniu się siadamy na tarasie, gdzie w oczekiwaniu na posiłek obserwuję latające nad nami orły:

 

Orzeł nad Kisii. Kenia.

Po posiłku idziemy zwiedzać miasto. Oddalamy się dość daleko od naszego hotelu, bo idziemy przy okazji odprowadzić Ruth na dworzec autobusowy (Ruth musi niestety już wracać do domu) i to oddalenie się – było brzemienne w skutki. Niebo dość gwałtownie zachmurzyło się i spadł ulewny deszcz zenitalny. O zdjęciach nie było mowy, wróciliśmy przemoczeni na wylot. Przed hotelem czekała na nas obsługa z parasolami :-), po chwili skończył się prąd w gniazdkach (w Kenii bardzo często deszcze powodują przerwy w dostawie energii elektrycznej), zrobiło się ciemno i zimno. Na szczęście moja torba fotograficzna wytrzymała tę próbę i sprzęt ocalał. Jest nadzieja, że jutro będą zdjęcia.


Komentarze: skomentuj tę stronę

Serwisy 3n

Logo Kombi
Logo Wirtualnej Galerii
Logo Internetowego Banku Fotografii
Logo Interpretera PostScriptu
Logo Projektora K3D